2010/05/26

opowiadanie które nie wiem jakim cudem wygrało konkurs na historię o ukrywającym się Żydzie

TRZECIE DZIECKO



Firanki w mieszkaniu były nieco pożółkłe, a podłoga w kuchni niemyta od dobrych paru miesięcy. Honorata usiadła na łóżku i ziewnęła, wyciągając w górę swoje długie i chude ręce, które z każdym rokiem wyglądały coraz mizerniej. Stojąc przed lustrem pomalowała usta na czerwono i upięła siwe włosy w kok na czubku głowy. Kiedy wybiła ósma, starsza pani chwyciła stojący na werandzie kosz i wyszła z domu, kierując się w stronę targu. 
Na targowisku było dość pusto, pewnie z powodu siąpiącego deszczu. Honorata kupiła warzywa na zupę i chwilę rozmawiała z kobietą handlującą ziemniakami. Gdy deszcz stał się uciążliwy ruszyła w drogę do domu. Ulice Krakowa były niemal puste, tylko gdzieniegdzie pojedynczy przechodnie przemykali bokami ulic w poszukiwaniu odpowiedniej kryjówki przed nadchodzącą burzą.
Honorata szła tak szybko, jak tylko była w stanie, jednak od domu dzielił ją jeszcze długi kawał drogi. Gdy już zaczęła tracić nadzieję, że znajdzie sobie schronienie, rzucił się jej w oczy niewielki, czarny napis „Zegarmistrz.
W środku panował półmrok, było dość duszno i pachniało kurzem.
 - Dzień dobry – szepnęła starsza pani i poczęła rozglądać się po zakładzie, przemierzając wzrokiem dziesiątki zegarów zdobiących ściany, i poukładanych za szybą lady.
 - Witam panią – usłyszała męski głos. Z zaplecza wyszedł staruszek w okularach, które przysłaniały mu niemal całą twarz. Był zupełnie łysy i miał porażająco dobrotliwy wyraz twarzy. Honorata na jego widok spłonęła rumieńcem i uśmiechnęła się uroczo. 
 - Jaki piękny zegarek – powiedziała, by przerwać ciszę, pochylając się nad ladą.
 - Rzeczywiście, ten zegarek jest wyjątkowy – rzekł staruszek, wyjmując zza szybki mały, złoty zegarek – ma także wyjątkową historię. Otóż tydzień temu odzyskałem go po trzydziestu paru latach.
 - Doprawdy?
 - Jeśli ma pani ochotę, pokażę pani coś wyjątkowego, niech pani usiądzie.
Honorata, nie posiadając się ze szczęścia zajęła miejsce obok zegarmistrza, nie spuszczając wzroku z jego uśmiechu, z jego krzaczastych brwi i czarujących, siwych wąsików.
 - Jak już mówiłem, jakiś tydzień temu odzyskałem ten zegarek. Przyniosła mi go wraz z zeszytem wdowa po pewnym Żydzie, który zmarł w zeszłym miesiącu. Kobieta ta powiedziała, że ten właśnie zegarek i zeszyt jej mąż zapisał mi w testamencie. 
 - Ale dlaczego? Znał pan tę kobietę i jej męża?
 - Kobietę widziałem pierwszy raz w życiu, a jej męża… zresztą pokażę pani zeszyt, wtedy wszystko pani zrozumie – to mówiąc schylił się i wyciągnął z pod lady oprawiony w szary papier notatnik. Otworzył go na pierwszej stronie i podał Honoracie. W milczeniu zaczęła czytać:

Pamiętnik Natana

Dziś, po dziesięciu latach od zakończenia wojny sięgam do kufra, do którego wrzuciłem kiedyś pamiątki z dawnych lat. Wyjmuję z niego spodnie z dziurami na kolanach i co wypada z kieszeni? Damski, złoty zegarek. Trzymam go w rękach jakiś czas i wracają wspomnienia, całe masy wspomnień. Postanawiam spisać wszystko, na pamiątkę.

  *

Dobrze pamiętam dzień trzydziestego marca 1941 roku, były to dziesiąte urodziny mojej siostry, Heny. Od rana bawiliśmy się w chowanego, naszą ulubioną grę. Icek i ja chowaliśmy się, a Hena szukała, wcześniej licząc do dwudziestu. Tamtego dnia postanowiłem ukryć się w nowym miejscu. Zakradłem się po schodach na strych, uważając, by drewniane deski przypadkiem nie skrzypiały. Na strychu było dość ciemno, jedyne światło wpadało przez rząd małych, zakurzonych okienek. Słyszałem, jak Hena kończy liczyć i zaczyna biegać po domu, sprawdzając po kolei wszystkie potencjalne skrytki. Wtedy nagle moje spojrzenie zatrzymało się na stojącej w kącie, za szafą, starej kanapie. Wydawała się być doskonałym miejscem na kryjówkę. Podszedłem do niej szybko i otworzyłem ją, by zajrzeć do schowka na pościel. Był pusty, więc czym prędzej wszedłem tam. Dość mały jak na jedenastolatka nie miałem większych problemów z zamknięciem się w kanapie. Nie pamiętam, ile czasu spędziłem leżąc bez ruchu i nasłuchując. Delektowałem się świadomością wygranej w grze – nikomu nawet nie przeszło przez myśl szukać mnie w takim miejscu. Wtedy nagle usłyszałem na dole dzwonienie do drzwi. Pomyślałem, że to pewnie domokrążca. Postanowiłem wyjść z kryjówki i zobaczyć, co ma do zaoferowania, jednak, gdy otworzyłem kanapę zaniepokoiło mnie zamieszanie, które usłyszałem na dole.
 - Schneller, schneller! – krzyczano głośno. Tata rozmawiał z kimś uniesionym głosem, mama szlochała. Zastanawiałem się, czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy to tylko zły sen. Rodzice już wcześniej mówili mi, że pewnego dnia Niemcy przyjdą także i po nas, że zabierają po kolei wszystkich Żydów i zamykają ich w getcie. Wiedziałem to, ale w głębi duszy nie wierzyłem, że i nas spotka kiedyś taki los. Byłem pewien, że ukrywamy się wystarczająco dobrze, w opuszczonym domu na obrzeżach miasta. 
Pamiętam, że kiedy usłyszałem kroki na schodach prowadzących na strych, znów zamknąłem się w kanapie. Cały drżałem ze strachu, kiedy pchnięto drzwi i paru ludzi weszło do pomieszczenia. Rozmawiali po niemiecku, nie wiedziałem więc, o czym mówią. Serce łomotało mi głośno, miałem ochotę krzyczeć ze strachu. Aby się powstrzymać, wetknąłem sobie pięść do ust, zamarłem. 
- Ile macie dzieci? – spytał jeden z Niemców.
- Dwoje – powiedziała przez łzy moja matka.
- Na zdjęciu jest trójka! – krzyknął Niemiec – Gdzie jest trzecie dziecko?!
Przez chwilę nikt się nie odzywał. Ktoś otworzył szafę stojącą nieopodal łóżka, gdzieś skrzypnęło wieko skrzyni. Szukali mnie.
 - Mam dwoje dzieci – powiedział tata – Natan zmarł na gruźlicę tydzień przed Tisza beaw.
 - Schade – powiedział jeden z Niemców i roześmiał się. Ciarki przeszły mi po plecach.
Wtedy wyszli. Słyszałem, jak schodzą na dół, jak rozmawiają jeszcze o czymś. Łzy spływały mi po policzkach, serce nie mogło uspokoić się nawet jak na moment. Przerażony przyłożyłem czoło do zimnej deski, na której leżałem i zasnąłem.


Honorata uniosła głowę i spojrzała na zegarmistrza. Cały czas, gdy czytała, obracał w palcach zegarek, uśmiechając się przy tym do siebie. 
- I co się stało dalej z tym chłopcem? – spytała.
- Niech pani czyta.
Przewróciła kilka kartek.
   
*

Biegłem ulicami tak szybko, jak tylko mogłem, byle tylko nie wpaść w ręce Niemców. Na moje nieszczęście właśnie wtedy natknąłem się na kilku żołnierzy, idących w moim kierunku z naprzeciwka. Przerażony przystanąłem i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu jakiejś wnęki, miejsca, w którym mógłbym się schować. Tuż obok zobaczyłem wtedy wejście do zegarmistrza. Niewiele myśląc wskoczyłem przez uchylone drzwi do środka, minąłem kilka półek i za ladą skręciłem na zaplecze. Tam właśnie zderzyłem się z właścicielem zakładu. Patrzyłem na niego z otwartymi ustami, dygocząc ze strachu i oddychając szybko po biegu. 
 - Przyszedłeś pooglądać zegarki? – spytał mężczyzna.
 - Tak, proszę pana – skinąłem głową.
 - Mów mi Gregory – powiedział i uśmiechnął się – Jak się nazywasz?
 - Natan – odrzekłem i chwilę później tego pożałowałem. Mężczyzna uniósł w górę bardzo krzaczaste brwi, a ja przypomniałem sobie, że noszę żydowskie imię. „Wyda mnie tym Niemcom, to już koniec” – pomyślałem i zacisnąłem powieki.
 - Możesz sobie tu posiedzieć i pooglądać zegarki, jeśli ci się nudzi – rzekł Gregory – ja muszę skoczyć do sklepu naprzeciwko. Popilnujesz zakładu, dobrze?
Zmieszany przytaknąłem i usiadłem na krześle przy ladzie. Gregory wyszedł.
 Nie wiedziałem, czy mam siedzieć i czekać na niego, czy też uciekać. Ukryłem twarz w dłoniach i zapłakałem gorzko, myśląc o rodzicach, Henie i Icku. 
 Zegarmistrz mnie nie wydał. Wrócił ze sklepu z bochenkiem chleba w dłoni i usiadł na krześle, obok mnie. Poczęstował mnie ciepłym, pysznym pieczywem i pokazywał zegarki, które musi naprawiać. Szczególnie spodobał mi się taki mały, złoty.

*

Nie pamiętam, kiedy dokładnie przyszło mi to do głowy, że ukrywanie na zapleczu za zakładem zegarmistrza jest świetnym rozwiązaniem. Dokładnie obmyśliłem sobie plan, według którego będę postępował – miałem zamiar upatrzyć sobie idealną skrytkę i tam też zaszyć się potajemnie. Wiedziałem, że zakład ma tylne wyjście, które wychodzi na podwórko ze śmietnikami. Stał tam także kubełek na odpadki, do którego Gregory wyrzucał codziennie resztki chleba i ziemniaków z obiadu. Właśnie tym zamierzałem się żywić. 
 Nie minął nawet tydzień, od kiedy obmyśliłem mój plan, a już przystąpiłem do jego realizacji. Gdy Gregory zostawił mnie na chwilę samego w zakładzie, natychmiast pobiegłem na zaplecze. Schowek na rupiecie wydał mi się idealnym miejscem na kryjówkę. Leżała tam sterta koców, które mogły, odpowiednio ułożone, pełnić rolę prowizorycznego łóżka. W kącie pomieszczenia był działający zlew. Miotła podstawiona pod klamkę doskonale blokowała drzwi. Miałem swoją skrytkę.

  *

Pewnego dnia ukradłem z zakładu złoty zegarek, ten sam, który przykuł moją uwagę, gdy pierwszy raz wszedłem do zegarmistrza. Siedziałem na kocach i patrzyłem na poruszającą się małą wskazówkę. Patrzyłem, jak mijają minuty, godziny, dni. Patrzyłem, jak mija czas wojny. Zamknięty w schowku, w ciszy i samotności spędzałem kolejne miesiące.

  *

Udało mi się podsłuchać rozmowę klientów zegarmistrza. Opowiadali Gregoremu o nowym rozporządzeniu władz niemieckich. Od 15 października karą śmierci karano zarówno Żydów, którzy opuścili getto, jak i osoby, które udzielały Żydom schronienia poza jego granicami. Gdy to usłyszałem, przeszedł mnie dreszcz. Najbardziej bałem się tego, że Gregory może pewnego dnia potrzebować czegoś ze swojego schowka i wtedy wszystko się wyda. 
Z czasem zacząłem odnosić wrażenie, że właściciel zakładu wie o tym, że chowam się na zapleczu. Nigdy nie zajrzał do schowka, do kubełka na odpadki wrzucał czasem zupełnie nietknięte bułki. Pewnego dnia przy kubełku znalazłem nawet ciepłą herbatę w kubku.
W czasie dni spędzanych w malutkim pomieszczeniu z jednym tylko okienkiem oprócz odliczania czasu przy pomocy zegarka, rozmawiałem także z Bogiem. Godzinami zastanawiałem się nad tym, co się dzieje z moją rodziną. Leżałem na kocach, patrzyłem w sufit i marzyłem o tym, że wojna się kończy, że wszyscy Żydzi zostają wypuszczeni z getta. Wtedy moi rodzice mogliby mnie odnaleźć i znów wszyscy bylibyśmy razem. Mieszkalibyśmy w naszym starym domu, niedaleko rynku. Tak bardzo chciałem znów pomagać tacie w sklepie! W handlu byłem naprawdę dobry. Szczególnie lubiłem pomagać tacie przy pierwszym kliencie. Bardzo ważne było, żeby pierwszy klient, który wejdzie rano do sklepu, kupił cokolwiek. Wtedy przez cały dzień handel szedł wyśmienicie. Tata uczył mnie wielu rzeczy. Mówił, że skoro jestem najstarszy, przejmę kiedyś jego interes i sklep z futrami będzie moją własnością. Leżąc na kocach, na zapleczu zakładu zegarmistrzowskiego, wyobrażałem sobie, jak otwieram sklep rankami, jak obsługuję klientów, jak mój syn pomaga mi przy pracach…
Nie wiedziałem wtedy, że moje marzenia nie mają szans się ziścić. W maju zaczęto wywozić Żydów z getta do obozów zagłady.


 Honorata zamknęła zeszyt. Skrawkiem rękawa wytarła łzę spływającą jej po policzku. 
 - Więc to jest ten zegarek, przy pomocy którego mały Natan odliczał czas wojny? – spytała, patrząc gdzieś daleko przed siebie.
 - Tak. To właśnie ten zegarek – odpowiedział Gregory. 
 Przez chwilę milczeli.
 - Natan miesiącami siedział w schowku na zapleczu. Pewnego dnia po prostu zniknął. Nie miałem pojęcia, co się z nim dzieje, nie dał żadnego znaku życia. Teraz wiem, że przeżył wojnę. Założył rodzinę, może nawet był kupcem, jak jego ojciec.
 - Piękna historia – szepnęła staruszka. Gregory uśmiechnął się do niej czule. 
 - To damski zegarek. Zastanawiam się, czy nie zechciałaby go pani przyjąć – powiedział po chwili.
Honorata spojrzała za okno. Burza już minęła, zza bloków wyglądało słońce.
 - Nie powinnam... – zaczęła.
 - Uważam, że teraz, gdy zna pani jego historię, będzie pani potrafiła docenić także jego wartość – Gregory zapiął jej zegarek na nadgarstku.
 Honorata patrzyła chwilę na wskazówkę, która od lat przemierzała tarczę, jednym dając nadzieję, innym zabierając cenne minuty.
- Dziękuję – powiedziała, uśmiechając się do Gregorego. Wyciągnęła przed siebie dłoń, a zegarek błysnął w świetle słońca.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz