2011/12/01

manifestacja

Oparła się wygodnie w bujanym fotelu i założyła nogę na nogę. Zamszowa szpilka, sex, drugs and chanel. Patrzyłam na nią i wtedy właśnie

Powiedziała Konstans, że ludźmi rządzi strach. To aż śmieszne, jak bardzo boimy się coś stracic w dzisiejszym świecie przekręciarzy biznesiarzy. Uczucie jak uczucie, mówisz. Patrzec jak ucieka, przelatuje przez palce, jak takie nasze drobnostki przebiegają na drugą stronę ulicy, bo się nas wstydzą. Coś gubimy na raz dwa trzy wypada nam z kieszeni i toczy się po po schodach, spada powoli. Odchodzi ktoś, kogo ściskamy bardzo wytwale przez całe godziny, pewnego dnia nie ma poduszki obok. Rządzi nami strach przed utratą czegoś istotnego, dlatego najłatwiej w ogóle przed tymi istotnymi rzeczami się bronic. Należy nie nadawac rzeczom wartości, nie nadawac wartości czynom i słowom, naszym wyobrażeniom. Nie boli przecież utrata czegoś, czego nie ma. I każdy, kto tego posmakował – mówię teraz o wolności od strachu – rozdaje tą wolnośc innym, rozlewa ją wokół siebie i zachęca do przyjęcia postawy uczuciowego odpychacza, gracza słownego, zabawiarza i człowieka na jeden pocałunek, na jeden raz, na jeden gest. Bo jeśli czegoś nie ma nie można tego stracic. Przerażona dziś upuszczam słowa. Sama stałam się odpychaczem. Stałam się wręcz klasycznym przykładem odpychacza wartości i teraz dopiero powoli uczę się znów nadawac ją jakimś czynnościom, chcę wrócic do tego pierwotnego piękna, które jest teraz czymś bardzo, bardzo unikatowym. Piękno znaczeń. Trzeba zrozumiec, że utrata wcale nie musi bolec aż tak okrutnie, że wcale nie musi byc utraty, jeśli tylko będzie się szło w odpowiedni sposób, stawiając jedną nogę przed drugą a nie przeskakując raptem całe oceany znaczeń. Patrząc komuś w oczy i widząc tylko odbicie w jego okularach, rogowe oprawki. Prawdopodobnie chodzi tu o nauczenie się ponownie tej naturalnej prostoty nieodłącznie związanej z upływem czasu. Stoimy właśnie w sednie problemu. Przeskakiwanie kolejnych mórz, błędne rozwiązania. Opętani tym, co na nas spada, nie ma czasu na czytanie książek, nie ma czasu na poznawanie człowieka. Bo przecież zakończenie jest najciekawsze. Ciekawa jestem, kiedy zaczniemy oglądac filmy od końca. Tak to wszystko właśnie postrzegam i postuluję za powrotem do piękna. Jestes dobrym nauczycielem?

2010/11/16

Che Dio. Alan

Przez kilka kolejnych dni Lola chodząc ulicami wypatrywała tajemniczego mężczyzny. Pytała o niego przypadkowych przechodniów, jednak nikt nie mógł udzielić jej potrzebnych informacji. Pewnego wieczora postanowiła nawet w przypływie odwagi zapuścić się do opuszczonej części miasta, w której w rozpadających się ze starości budynkach chowali się przed światem bezdomni i ci, którzy nigdy nie chcieli być znalezieni. Wciąż mając w pamięci słowa Noela „być może włóczęga” zaglądała w okna bez szyb, drzwi bez futryn w nadziei, że spotka gdzieś tego człowieka, spyta go o naszyjnik i będzie choć o krok bliżej do rozwiązania nurtującej zagadki swojego pochodzenia. Wreszcie dotarła do miejsca, gdzie słychać było jedynie piski nietoperzy, bokami ulic czmychały w popłochu szczury, a gałęzie drzew pozbawione były liści. Nie było tu latarni, gdyby nie światło księżyca panowałaby pewnie zupełna ciemność. I wtedy uwagę Loli przykuły wyłaniające się z cieni uliczki koty. Przemykały pod ścianami domów, ocierały się o nie, zwinnie lawirowały między rozrzuconymi gdzieniegdzie cegłami, które wypadały z walących się budynków. Znały każdą dziurę w murze, każde okno prowadzące do wnętrza ruin pałacyków. Zeskakiwały z wysokich płotów ogradzających budynki, by podążać przed siebie, jeden za drugim. Ich jasne oczy błyszczały w nocy, a spojrzenia utkwione były w jednym punkcie. Coś za plecami Loli przykuło ich uwagę, przyciągało je. I wtedy przejmująca cisza, niemal namacalna, została zakłócona przez dźwięk kroków, które, podobnie jak kroki Loli, odbijały się echem w tym labiryncie pustych ścian. Gdy ślepa uliczka wypełniła się całkowicie tym dźwiękiem dziewczyna uświadomiła sobie, jak wielki błąd popełniła zapuszczając się samotnie w te zakątki bez nazw, gdzie jedynymi towarzyszami człowieka były szczury i owady krążące ospale wśród nielicznych krzewów. Przeszywająca cisza. Dygocąc ze strachu, czując na całym ciele gęsią skórkę powoli obróciła się, by stanąć twarzą w twarz z wysokim mężczyzną otoczonym przez koty.
Miał przykuwające uwagę rude włosy w tak ognistym odcieniu, że Loli przeszła przez głowę myśl, że dla żartu ufarbował je w ten sposób. Gęsta broda była w takim samym, miedzianym kolorze. Czarna koszula doskonale kontrastowała z włosami, a zielone sztruksowe spodnie i białe okulary w rogowych oprawkach uzupełniały dość oryginalną całość. Mimo, że aparycja mężczyzny bynajmniej odrzucać nie mogła – nosił ubranie dość nietypowe, ale schludne - czarne, lakierowane buty połyskiwały nawet w świetle gwiazd - Lola była przerażona tym niespodziewanym spotkaniem. Najbardziej jednak przejmujący był nie wygląd tego człowieka, ale dziwna aura, którą dało się wokół niego wyczuć. Był to jeden z tych ludzi, których mocne spojrzenie ciężko jest wytrzymać, którzy wzbudzają bliżej nieuzasadniony respekt i zanim otworzą usta wiesz już, że powiedzą coś niezwykle istotnego. Otoczony kotami, które krążyły wokół niego łasząc się i ocierając o jego nogi, zdawał się być jakimś dziwnym medium łączącym ich koci świat pełen tajemnic i zagadek ze światem zwykłych ludzi.  


2010/11/01