Che Dio: Mógłbym pisać o tym, że moje życie jest jak wisienka na szczycie tortu weselnego, że zwykle udaje mi się zrealizować wszystkie plany i że już nie mam marzeń, ponieważ zostały spełnione. Miałem kiedyś kolegę, nazywał się Henry. Często powtarzał, że absolutnie nic nie ma sensu i najlepiej jest po prostu zamknąć się w szafie. Zwykle tam siedział, sam, pełen przemyśleń i kartek, na których rysował te przemyślenia. Jego rysunki nic nie przedstawiały, były to kropki i kreski, których mimo usilnych starań nie potrafiłem ułożyć nigdy w całość. Obaj mieliśmy wtedy po czternaście lat. Ja chciałem bardzo wiele, on zdawał się po prostu poddać. Któregoś dnia jego rodzice wezwali do domu specjalistę od chorób psychicznych. Brodaty mężczyzna długo rozmawiał z Henrym, śmiał się niby do niego, ale ja dokładnie wiedziałem, jak to wszystko się skończy. Dwa tygodnie później Henry został wsadzony w samochód i wywieziony za miasto do zakładu psychiatrycznego
2010/05/19
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz